Dziś jest 28 sierpnia 2008 roku

Polecamy strony
KAI

Liturgia słowa

Czytania: 1 Kor 1,1-9; Ps 145,2-3.4-5.6-7; Ga 4,4-7

Ewangelia: Mt 24,42-51


Rok św. Pawła

Gdyby św. Paweł Apostoł żył dzisiaj i prowadził działalność misyjną podobnie jak za swoich czasów, byłby narażony na prześladowania i męczeństwo w ponad 20 krajach świata.

Zwróciło na to uwagę Międzynarodowe Towarzystwo Praw Człowieka (IGFM) u progu rozpoczętego przed kilkoma dniami Roku św. Pawła.

Jubileuszowy rok z okazji 2000. rocznicy urodzin Apostoła Narodów, otworzyli 28 czerwca w Rzymie papież Benedykt XVI oraz patriarcha Konstantynopola Bartłomiej. Całoroczne uroczystości zakończą się 29 czerwca 2009 r.

Tradycja mówi, że Paweł urodził się przed dwoma tysiącami lat w Tarsie (dzisiejsza Turcja), a zmarł śmiercią męczeńską w Rzymie między rokiem 64 a 67.

Według szacunków IGFM, w takich krajach, jak Korea Północna, Iran, Afganistan czy Somalia, św. Paweł byłby może nawet zamordowany. Natomiast w państwach, w których prawo zabrania działalności misyjnej, np. w Algierii, czy w niektórych częściach Indii, byłby na długie lata zamknięty we więzieniu. Nie byłby pewny swego życia nawet w Turcji, na terenie której znajduje się dziś Tars, jego rodzinne miasto.

IGFM zwraca uwagę, że dowiodły tego morderstwa dokonane na chrześcijanach: w 2006 r. został zamordowany ksiądz katolicki Andrea Santoro, ormiański wydawca gazety Hrant Dink oraz w ubiegłym roku trzej ewangelicy: Tilmann Geske, Necati Aydin i Ugur Yüksel.

Co pewien czas media tureckie zarzucają chrześcijańskim misjonarzom, że stanowią oni zagrożenie dla „tureckości“ kraju. IGFM wezwało Turcję, by uznała i stosowała wolność wyznania, odpowiadającą standardom Unii Europejskiej.

KAI (ts [KAI/KNA]//po)

Więcej informacji znajdziesz TUTAJ

Serce Jezusa, gorejące ognisko miłości .

 
Błogi czas nam teraz świeci, o Jezu kochany:
Miesiąc czerwiec, co miesiącem
Serca Twego zwany...
    (z pieśni kościelnej)
 
 Decyzją papieża Leona XIII, miesiąc czerwiec jest poświęcony szczególnej czci Najświętszego Serca Jezusowego. W piątek po oktawie Bożego Ciała obchodzimy uroczystość ku czci Serca Bożego.
 
Nabożeństwo do Najświętszego Serca Jezusowego jest oddaniem czci Chrystusowi, który objawia nam swą miłość i ukazuje Serce jako symbol tej miłości. Uwielbiamy Jego Serce, gdyż stanowi ono część Jego natury ludzkiej, zjednoczonej najściślej z naturą Boską w Osobie Słowa Wcielonego. Czcimy jednak to Serce zarazem jako symbol miłości ludzkiej Boga-Człowieka.
 
Bóg jest miłością. Z miłości Bożego Serca istnieje wszechświat i ludzie. Kiedy zaś człowiek sprzeniewierzył się Panu Bogu, swojemu Stwórcy, Bóg nie przestał go miłować. Dowodem zaś tej niepojętej miłości było to, że Syna swojego dał, by On odkupił świat swą krwią. Uosobieniem tej największej Bożej miłości jest Serce Jezusowe. To właśnie miłość do ludzi sprawiła, że Jezus przyszedł na ziemię i dla zbawienia ludzi przyjął okrutną mękę i śmierć. Z miłości tego Serca powstał Kościół, sakramenty święte, a wśród nich Sakrament Miłości - Eucharystia. To Serce, czułe na każdą niedolę, dzieliło z nami wszystkie bolączki, czyniło wszystkim dobrze - karmiąc głodnych, lecząc chorych, a nawet wskrzeszając umarłych.
 
Chrystus był prawdziwym Człowiekiem, Jego Serce bije najgorętszą, najszlachetniejszą miłością, ale Chrystus jest zarazem Bogiem. Wszystko, czego dokonała Jego ludzka natura, zdziałała w łączności z naturą Boską. Ludzka miłość Pana Jezusa czerpała swoją doskonałość z pełności Bóstwa.
 
Nabożeństwo do Najświętszego Serca Jezusowego skłania również do aktów pokutnych za grzechy innych. Kto miłuje Boże Serce, ten będzie starał się temuż Sercu wynagradzać za grzechy braci. W ten sposób nabożeństwo to budzi także świadomość i odpowiedzialność społeczną. Przynagla nas do naśladowania przymiotów tegoż Serca - a przede wszystkim miłości we wszelkich jej przejawach. Gdyby to ludzie zrozumieli, jakże inne byłoby życie na ziemi! Człowiek, kochany bezgraniczną miłością przez Boga, powinien nią promieniować na innych. Stąd naczelne prawo Chrystusa: "Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali tak, jak Ja was umiłowałem; żebyście i wy tak się miłowali wzajemnie. Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali" (J 13,34-35).
 
Miłość Chrystusa szczególnie uwidoczniła się w spotkaniach z ludźmi biednymi, chorymi i nieszczęśliwymi. Aby mieć pełny obraz Jego miłości, należałoby zestawić i przytoczyć wszystkie cudowne uzdrowienia, jakich dokonał. Jego Serce szczególnie obejmuje grzeszników, których poszukuje i przyjmuje z zadziwiającą dobrocią: "Nie przyszedłem powołać sprawiedliwych, ale grzeszników" (Mt 9,13). Jest najlepszym Ojcem dla nawróconych synów marnotrawnych (por. Łk 15,11) i najtroskliwszym Pasterzem, poszukującym każdej zaginionej owieczki: "A jeśli mu się uda ją odnaleźć, zaprawdę, powiadam wam: cieszy się nią bardziej niż dziewięćdziesięciu dziewięciu tymi, które się nie zabłąkały" (Mt 18,13).
 
Rozpalić miłość - to naczelne pragnienie Boskiego Serca Jezusowego: "Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże bardzo pragnę, żeby on już zapłonął" (Łk 12,49).
Chrystus, by nas nie zostawić sierotami, ustanawia Eucharystię, podejmuje się zbawczej męki i nawet na krzyżu jeszcze po swej śmierci, otwiera dla nas przebite Serce. Z tego otwartego Serca rozlewają się zdroje łask dla uświęcenia Kościoła. Odtąd wierni szukają pociechy, ufności, schronienia w Sercu Boga-Człowieka. "Jak Mnie umiłował Ojciec, tak i Ja was umiłowałem" (J 15,9). Ta miłość Chrystusa zobowiązuje nas do miłości bliźniego. Mamy być wszczepieni w Chrystusa, jak latorośle w winny szczep. Wtedy możemy przynosić wiele owoców, wtedy modlitwy nasze nabiorą skuteczności.
 
Tekst i foto:
Jan Uryga

Majówki

Maj jest w Kościele miesiącem szczególnie poświęconym czci Matki Bożej. Słynne „majówki” - nabożeństwa, odprawiane wieczorami w kościołach, przy grotach, kapliczkach i przydrożnych figurach, na stałe wpisały się w krajobraz Polski. Jego centralną częścią jest Litania Loretańska.

Początków tego nabożeństwa należy szukać w pieśniach sławiących Maryję Pannę znanych na Wschodzie już w V w. Na Zachodzie poświęcenie majowego miesiąca Matce Bożej pojawiło się dopiero na przełomie XIII i XIV w., dzięki hiszpańskiemu królowi Alfonsowi X. Zachęcał on by wieczorami gromadzić się na wspólnej modlitwie przed figurami Bożej Rodzicielki.

Nabożeństwo majowe bardzo szybko stało się popularne w całej chrześcijańskiej Europie. Jeden z mistyków nadreńskich, dominikanin bł. Henryk Suzo, w swoich tekstach wspomina, że jeszcze jako dziecko w maju zbierał na łąkach kwiaty i zanosił je Maryi. W XVI w. upowszechnieniu nabożeństwa sprzyjał wynalazek druku. Po raz pierwszy maj został nazwany miesiącem Maryi w wydanej w 1549 r. w Niemczech książeczce „Maj duchowy”, która była odpowiedzią na Reformację.

W wielu żywotach świętych oraz kronikach zakonnych można wyczytać o majowym kulcie Maryi Panny. Dobrym przykładem jest św. Filip Nereusz, który gromadził dzieci przy figurze Matki Bożej, zachęcał do modlitwy i do składania u jej stóp kwiatów. Podobne zwyczaje opisują XVII wieczne kroniki włoskich dominikanów.

Ojcem nabożeństw majowych jest żyjący na przełomie XVII i XVIII wieku w Neapolu jezuita o. Ansolani. Organizował on w kaplicy królewskiej specjalne koncerty pieśni maryjnych, które kończył uroczystym błogosławieństwem Najświętszym Sakramentem. Wielkim propagatorem tej formy czci Matki Bożej był jezuita, o. Muzzarelli, który w 1787 r. wydał specjalną broszurkę, którą rozesłał do wszystkich włoskich biskupów. Po mimo kasaty jezuitów przez Klemensa XIV, o. Mazurelli wprowadził nabożeństwo majowe w kościele Al Gesu w Rzymie. Rozpowszechnił je również w Paryżu, towarzysząc papieżowi Piusowi VII podczas koronacji Napoleona Bonaparte. To właśnie Pius VII obdarzył nabożeństwo majowe pierwszymi odpustami. W 1859 r. kolejny następca św. Piotra – Pius IX, zatwierdził obowiązującą do naszych czasów formę nabożeństwa, składającego się z Litanii Loretańskiej, nauki kapłana oraz uroczystego błogosławieństwa Najświętszym Sakramentem.

W Polsce pierwsze odnotowane nabożeństwa majowe zostały wprowadzone w 1838 r. przez jezuitów w Tarnopolu. W połowie XIX w. „majówki” odprawiane już były w wielu miastach, m.in. w Warszawie w kościele Św. Krzyża, w Krakowie, Płocku, Toruniu, Nowym Sączu Lwowie i Włocławku.

Litania Loretańska, która jest główną częścią nabożeństw majowych, powstała prawdopodobnie już w XII w. we Francji. Zebrane wezwania sławiące Maryję Pannę zatwierdził 11 czerwca 1587 r. papież Sykstus V. Swoją nazwę zawdzięcza włoskiej miejscowości Loretto, gdzie była niezwykle popularna. Ponieważ często modlący się dodawali do niej własne wezwania, w 1631 r. Święta Kongregacja Obrzędów zakazała dokonywania w tekście samowolnych zmian. Nowe wezwania posiadały aprobatę Kościoła i wynikały z rozwoju Mariologii. W Polsce jest o jedno wezwanie więcej. W okresie międzywojennym, po zatwierdzeniu przez Stolicę Apostolską uroczystości Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski, za zgodą papieża Piusa XI, do Litanii dołączono wezwanie "Królowo Polski".

KAI (mkc//mam)

 

Rozpoczynamy Wielki Post

 

Pamiętaj człowiecze, że prochem jesteś i w proch się obrócisz...
(Z obrzędu Środy Popielcowej)

 

Co roku na początku Wielkiego Postu Kościół tymi słowami zwraca się do wiernych, przekazując prawdę o pełni życia. Czy rzeczywiście słowa te głoszą prawdę o życiu? Przecież proch kojarzy się z czymś, co zostało zrujnowane, co uległo zniszczeniu.
Czy proch oznacza śmierć? Unicestwienie tego co było na rzecz tego co ma być? Każdy człowiek umiera. Giną cywilizacje i kultury. Czy wszyscy i wszystko ma zginąć bezpowrotnie? Czy historia jest zlepkiem w czasie tego co było, co jest i co ma jeszcze być? Czy wszystko zmierza ku śmierci, czy raczej przez śmierć ku nowemu życiu?

 

Proch... Nikim jesteś człowiecze - jedynie prochem, a gdy cię wreszcie przytuli dobra i cierpliwa ziemia, gdy wnikniesz w jej mrok, zakwitniesz za kilka wiosen mleczem, zakiełkujesz rdestem, dziką miętą, podbiałem, za kilkanaście zim zmalejesz do wielkości małej kropki nawet w pamięci tych, którzy ci kiedyś ofiarowali swoje serce...
I tylko twoja dusza, niczym syn marnotrawny, jak zagubione, zapłakane dziecko, powróci do Tego, który ją powołał do bytu.

 

W celu zrozumienia głębi znaku popiołu trzeba sięgnąć do Pisma Świętego. Jest tam wiele wzmianek o popiele względnie o prochu jako znaku małości człowieka, jego nicości oraz znaku pokuty.

 

Raz po raz wraca na kartach Pisma Świętego stwierdzenie, że człowiek jest prochem. Abraham mówi do Boga: "Pozwól, o Panie, że jeszcze ośmielę się mówić do Ciebie, choć jestem pyłem i prochem" (Rdz 18,27) Psalmista wyznaje: "Wie On, z czego jesteśmy stworzeni, pamięta, że jesteśmy prochem" (Ps 103,14). Autor zaś Księgi Koheleta zauważa: "Wszystko idzie na jedno miejsce, powstało wszystko z prochu i wszystko do prochu znów wraca" (Koh 3,20). Dla podkreślenia swej małości, nicości, a także dla uwydatnienia gotowości pokuty, człowiek siada na popiele i posypuje nim głowę. Jozue wraz ze starszymi na znak pokuty posypał prochem głowę (por. Joz 7,6). Król Niniwy usłyszawszy wezwanie pokutne proroka Jonasza, ubrał się w wór i siadł na popiele (por. Jon 3,6).  Przyjaciele cierpliwego Hioba, widząc jego doświadczenia i cierpienia, zapłakali i sypali proch na swe głowy (por. Hi 2,12).

 

W myśli biblijnej popiół często symbolizuje grzech. Serce grzesznika podobne jest do... popiołu. Prorok Izajasz mówi o bałwochwalcy: "taki karmi się popiołem" (Iz 44,20).
Autor Księgi Mądrości charakteryzuje go jeszcze dosadniej: "Serce jego jest jak popiół (...) i życie nędzniejsze niż glina" (Mdr 15,10). W konsekwencji karą za grzech jest "popiół". Grzesznicy zostają "obróceni w popiół na ziemi" (Ez 28,18), będą podeptani jak popiół przez sprawiedliwych (por. Ml 3,21).

 

Popiół jest rezultatem procesu spalania. Jest resztą pozostającą po katastrofie pożaru. Czy naszych grzechów nie powinniśmy rozpatrywać w kategorii katastrofalnej klęski na podobieństwo niszczącego wszystko pożaru?
To, co po radykalnym odejściu od Boga w nas pozostaje, jest niewiele warte, jest jedynie garścią popiołu. Znamienne, że po klęsce grzechu pierwszych ludzi, Bóg kieruje do nich słowa wyroku: "...wrócisz do ziemi, z której zostałeś wzięty, bo prochem jesteś i w proch się obrócisz" (Rdz 3,19).

 

Popiół jest także znakiem pokuty za grzechy. Pokutny charakter popiołu ujawnia się wtedy, gdy zostaje użyty dla wyrażenia smutku człowieka przygnębionego jakimś nieszczęściem. Według dawnych pojęć religijnych istniał ścisły związek między nieszczęściem a grzechem.
I tak na przykład wzgardzona Tamar (por. 2 Sm 13,19) posypuje głowę popiołem, podobnie czynią Izraelici, gdy zagraża im śmierć (por. Est 4,1-4; 1 Mch 3,39,47) lub spada na nich żałoba (por. Jer 6,26). W przypadkach skrajnych dochodziło nawet aż do spożywania popiołu (por. Ps 102[101],10; Lam 3,16).

 

Dziś posypanie głów popiołem ma raczej wymiar symboliczny. Ma on nam przypominać Tego, który nie znał grzechu, a którego Bóg "uczynił dla nas grzechem, abyśmy stali się w Nim sprawiedliwością Bożą" (2 Kor 5,21). Posypanie naszych głów popiołem ze spalonych ubiegłorocznych palm wielkanocnych i uczynienie znaku krzyża ukierunkowuje nas na cel, ku któremu zmierza cały Kościół przez 40 dni przygotowania pokutnego - na celebrowanie pamiątki śmierci i zmartwychwstania Chrystusa. W ten sposób spełniają się co roku na nowo słowa obietnicy Boga o przyjściu Mesjasza, triumfującego nad grzechem i śmiercią, posłanego po to, by "opatrywać rany serc złamanych, zapowiadać wyzwolenie jeńcom, (...) pocieszać wszystkich zasmuconych i wieniec im dać zamiast popiołu" (Iz 61,1-3).

 

Przyjmując więc znak popiołu, trzeba nam pamiętać, że jest on także symbolem eschatologicznym. Prowadzi bowiem ludzi wierzących do uczestnictwa w zmartwychwstaniu Chrystusa, zapowiadając w ten sposób zmartwychwstanie każdego z nas do życia wiecznego.

 

Jan Umiński

Drogą Męki Pańskiej – Via Dolorosa

 

 Od czasów starożytnych wierni odbywają w Jerozolimie drogę –Via Dolorosa – drogę, po której Jezus Chrystus idąc, dźwigał ciężki krzyż. Ten pobożny zwyczaj dochował się do współczesnych czasów. Rozpamiętując wszystko to, co stało się owego Piątku, prawie dwa tysiące lat temu, pójdźmy śladami drogi Jezusa, dźwigającego krzyż na Golgotę. W minionych wiekach Via Dolorosa, którą podążają pielgrzymi prawdopodobnie zmieniała swój szlak. Z relacji pozaewangelicznych wiadomo, że droga skazanych na ukrzyżowanie wiodła najbardziej ruchliwymi uliczkami miasta. Dzisiaj cel pielgrzymiej wędrówki pozostaje jednak ten sam, wzgórze, zwane w języku hebrajskim Golgotą, Miejscem Czaszki, później także Kalwarią. Miejsce przeznaczone do wykonywania publicznych egzekucji. W czasach Jezusa miejsce to pozostawało poza murami miasta. Gdy Herod Agryppa I obudował miasto nowymi murami, Kalwaria została włączona do miasta.

 

Droga Krzyżowa rozpoczyna się na  terenie dawnej twierdzy Antonia, na dziedzińcu muzułmańskiej szkoły El Omariyeh.Tutaj Jezus jest skazany na śmierć. Piłat pytał ich: "Co więc złego uczynił?" Lecz oni jeszcze głośniej krzyczeli: "Ukrzyżuj Go!" Wtedy Piłat, chcąc zadowolić tłum, uwolnił Barabasza, Jezusa zaś kazał ubiczować i wydał na ukrzyżowanie (Mk 15,14-15).

 

Wejdźmy do resztek twierdzy Antonii. Antonia - dzieło Heroda Wielkiego, nazwanego Antonią na cześć Marka Antoniusza, przyjaciela Heroda. W tejże Antonii przetrzymywano przez parę godzin Jezusa. Bazaltowe płyty, jakimi wyłożony jest plac przed twierdzą, uświadamiają nam, że Jezus chodził po tych płytach, a w którymś z pomieszczeń twierdzy był biczowany. Miejsce pełne tragicznej obecności Jezusa Chrystusa. Wobec kłamstwa i złej woli oskarżycieli jedyną obroną Jezusa było milczenie. Po drugiej stronie ulicy znajduje się kościół Skazania i druga stacja Drogi Krzyżowej. Tutaj Pan Jezus obarczony jest krzyżem. Rozważanie tajemnicy Męki Jezusa odbywa się na ulicy przy zewnętrznej stronie kościoła. Ulica wyłożona głazami, Via Dolorosa, prowadzi nas do kolejnych stacji Męki Jezusa. Zatrzymajmy się przy budynku hospicjum austriackiego.

 

Stacja trzecia, upamiętniająca pierwszy upadek Jezusa pod krzyżem. Stacja ta nazywa się polską, albowiem małe oratorium zostało odbudowane przez polskich uchodźców i żołnierzy armii Andersa. Mała kapliczka stacji czwartej jest zbudowana także z ofiar Polaków za staraniem kapelana, księdza Stefana Pietruszki-Jabłonowskiego. Płaskorzeźba nad wejściem do kaplicy przedstawia spotkanie Jezusa z Matką.

 

Stacja V - to mała kapliczka franciszkańska. Od tej stacji droga stromo wspina się w górę. Kupcy przy swoich straganach, głośna arabska muzyka, hałaśliwe pojazdy z towarami, przekrzykiwanie się handlarzy wprowadza  w atmosferę, która towarzyszyła prawdopodobnie Jezusowi w drodze na Golgotę. Poszarpane, wypłowiałe, płócienne dachy, zawieszone nad wąską ulicą, dają półmrok całej ulicy.

 

Jan - jedyny apostoł, o którym wiemy, że był wtedy tam obecny, podążał z matką Jezusa, której dowódca straży pozwolił stanąć pod krzyżem Syna. Kiedy Jezus, dźwigający krzyż, słabnie, przymuszony przez żołnierza Szymon z Cyreny bierze krzyż na swoje barki.

 

Rozważaniu stacji VI i VII najczęściej towarzyszy zgiełk jerozolimskiej ulicy. Kaplica stacji VI upamiętnia odważny gest Weroniki. Za Jezusem, w tłumie idą także kobiety, które znały Jezusa. Kochały Go miłością, której może same nie rozumiały. Kiedy Weronika otarła twarz Skazańca chustą, na płótnie odbiło się Boskie Oblicze.

 

Dla słabnącego w wyniku utraty krwi po biczowaniu Jezusa stroma droga musiała być szczególnie uciążliwa. Jezus upada po raz drugi. Wydarzenie to przedstawiono w ołtarzu kaplicy Stacji VII. A szło za Nim mnóstwo ludu, także kobiet, które zawodziły i płakały nad Nim. Lecz Jezus zwrócił się do nich i rzekł: "Córki jerozolimskie, nie płaczcie nade Mną; placzcie raczej nad sobą i nad waszymi dziećmi!(...) Bo jeśli z zielonym drzewem to czynią, cóż się stanie z suchym?" (Łk 23,27-28,31).

 

Spotkanie Jezusa z niewiastami miało miejsce kilkanaście metrów od Kalwarii. Na pamiątkę tego ewangelicznego wydarzenia w murze klasztoru umieszczono mały kamień z wyrzeźbionym krzyżem i napisem w języku greckim: IC XC NIKA = "Jezus Chrystus zwycięstwo". Dalej po schodach krętą drogą dochodzimy do kolumny, wmurowanej obok wejścia do klasztoru koptyjskiego. Kolumna ta wskazuje miejsce, w którym Jezus upadł po raz trzeci. Stąd już bardzo blisko do Bazyliki Grobu Bożego. Kościół ten jest odmienny od wszystkich innych świątyń. Znajdują się tutaj kaplice i miejsca, z których każde należy do odrębnego wyznania chrześcijańskiego. Każdy Kościół ma prawo być obecny w miejscu dla nas, chrześcijan, najdroższym, w miejscu, gdzie Jezus Chrystus umarł, został pogrzebany i zmartwychwstał. Bazylika Grobu Pańskiego to miejsce kultu katolików, Greków, Ormian, Koptów, Syryjczyków oraz Etiopczyków.

 

Dalsze stacje Drogi Krzyżowej umiejscowione są na terenie Bazyliki. Tu, na Kalwarii, żołnierze zdarli z Jezusa szaty, tu powalili Go na ziemię, przybili do belki, którą sam jeszcze przed chwilą dźwigał, po czym wynieśli krzyż do góry. O samym akcie krzyżowania Ewangelie milczą. Wtedy każdy wiedział, w jaki sposób wymierzano tę okrutną karę, nie było potrzeby jej opisywania. Słowami danymi z krzyża: "Niewiasto, oto syn Twój"; "Oto matka twoja" (J 19,26-27), Jezus powierzył Swą Matkę św. Janowi Ewnageliście, czyniąc "umiłowanego ucznia" Jej przybranym synem.

 

 Wejdźmy do Bazyliki. W oczy rzuca się brak solidarności wśród obecnych tu Kościołów, miejsce to jest bardzo zaniedbane i zapuszczone. Wymaga remontu. Uderzają najprzeróżniejsze ubiory duchownych, odmienny wystrój poszczególnych kaplic, różna liturgia nabożeństw, ale urzekający śpiew, choć w różnych językach, zanoszony jest do tego samego Boga, Jezusa Chrystusa.

 

Różnorodność - tutaj szczególnie odczuwana - jest jednak symbolem jedności w podziale. Spożywany ten sam Chleb łączy nas, a nie dzieli. Każdy z obecnych w Bazylijce Kościołów jest święty, żaden z nich nie jest pozbawiony charyzmatów Ducha Świętego.

 

Na wprost wejścia do Bazyliki Grobu Pańskiego umieszczona jest na poziomie posadzki płyta kamienna nieco dłuższa niż ciało człowieka. Wchodzący pątnicy adorują to miejsce ze szczególnym uczuciem. Płyta, obcałowywana przez setki tysięcy pielgrzymów, symbolizuje miejsce namaszczenia Ciała przed złożeniem do grobu. Zwłokami Jezusa zajęli się Józef z Arymatei i Nikodem, którzy wyzbyci bojaźni ludzkiej opowiedzieli się po stronie Jezusa. Od tego pośpiesznego pogrzebu odsunięte zostały kobiety, które przyszły z Nim z Galilei. "A na miejscu, gdzie Go ukrzyżowano, był ogród, w ogrodzie zaś nowy grób, w którym jeszcze nie złożono nikogo. Tam więc ze względu na żydowski dzień Przygotowania złożono Jezusa, bo grób znajdował się w pobliżu" (J 19,41-42).

 

Zwieńczeniem Drogi Kryżowej jest grób, który wyznacza stację XIV. Kaplica Grobu Bożego zawsze jest otoczona pielgrzymami, pragnącymi wejść do środka, gdzie znajduje się Grób Pański. Wejdźmy do przedsionka, zwanego kaplicą Anioła, by następnie już pojedyńczo wejść do jaskini grobowca. Każdy wchodzący musi się pochylić, wejście do grobowca to niewielki otwór wysokości 1,33 m. Oczami wyobraźni można zobaczyć wykutą w kamieniu surową niszę, w której złożono Ciało Ukrzyżowanego. Dzisiaj pełno tu ikon, świeczników, lampionów... Marmurowa płyta chroni skałę, na której spoczywało ciało Zbawiciela.

 

Kobiety, które w piątkowy wieczór nie miały możliwości zajęcia się ciałem Jezusa, powróciły do grobu wczesnym rankiem, zaraz po szabacie. Zabrały ze sobą wonności, żeby namaścić Jezusa. Zdążając do grobu, mówiły między sobą: "Kto nam odsunie kamień od wejścia do grobu?" (Mk 16,3). Zrozumiałe jest zakłopotanie kobiet, odsunięcie kamienia od grobowca wymagało znacznego wysiłku.

 

Św. Jan pisze: Maria Magdalena udała się do grobu i zobaczyła kamień odsunięty od grobu. Pobiegła więc i przybyła do Szymona Piotra oraz do drugiego ucznia, którego Jezus kochał i rzekła do nich: "Zabrano Pana z grobu i nie wiemy, gdzie Go położono". (...) Wtedy wszedł do wnętrza także i ów drugi uczeń, który przybył pierwszy do grobu. Ujrzał i uwierzył. (J 20,1-2,8).

 

Rozważając treść kolejnych stacji Drogi Męki Pańskiej zajrzyjmy do naszych serc. Czy podążąmy każdego dnia za Chrystusem? Czy nasze ludzkie cierpienie ma dla nas sens? Czy bierzemy nasz krzyż i naśladujemy Jezusa?

 

Alicja Karlic

 

Szpital Powiatowy w Łęcznej

 

Stacja dializ im. Ks. Jana Chudzika

 1 II 2008 – Stacja Dializ im. Ks. Jana Chudzika


Uroczystego otwarcia i poświęcenia stacji dializ dokonał ks. Arcybiskup Józef Życiński. W uroczystości uczestniczyli kapłani dekanatu łęczyńskiego, władze starostwa, władze miasta, prezes Avitum Poland, dyrekcja szpitala oraz rodzina ks. Jana Chudzika, który został patronem nowo otwartego oddziału.

 

Przyjechałem do was – mówił do zgromadzonych Ksiądz Arcybiskup – aby podkreślić solidarność z wami i z ks. Chudzikiem, który tyle lat tutaj pracował krzepiąc dusze ludzkie, dając nadzieję jako kapłan. (…) Zechciejmy zwrócić uwagę, że wielkie wydarzenia w historii nie dokonały się w wielkich stolicach. Nowego Jorku ani Paryża nie było wtedy, gdy się rodził Pan Jezus, ale był Rzym i Jerozolima, symbol tradycji i potęgi świata, Babilon też. Tymczasem Jezus nie wybrał ani Jerozolimy ani Rzymu, ale narodził się na wsi, a później jako miejsce swojego życia wybrał Nazaret, o którym Stary Testament milczy. To, co wielkie nieraz dokonuje się w realiach tego, co niepozorne – podkreśłał Arcybiskup. – Życzę wszystkim, którzy będą tutaj pracować, zarówno lekarzom, siostrom pielęgniarkom jak i tym, którzy przez swój wkład będą tworzyć klimat tego ośrodka, aby pamiętali, że w tym chorym przychodzi do nas cierpiący Chrystus. Gorąco życzę, aby wstawiennictwo i modlitwa ks. kanonika Jana jednoczyły nas w tym wielkim poczuciu otwarcia na Boga i służbę człowiekowi.

 

Wicestarosta Andrzej Dyczewski prosił ks. Arcybiskupa i obecnych kapłanów o modlitwę w intencji Szpitala Powiatowego, aby mógł dalej się rozwijać. Odczytał również list Starosty Adama Niwińskiego, w którym podkreślał on wolę nadania stacji imienia ks. Jana Chudzika – duchownego zmarłego w 2006 roku, który w latach 1966-2000 był proboszczem parafii Rogóźno, dziekana dekanatu łęczyńskiego.

Fotoreportaż

Miejsce Narodzenia Jezusa - Betlejem .

Zwyczaje Bożonarodzeniowe

Pasterka

 

Msza Święta o północy w noc Bożego Narodzenia stanowi centralny moment wszystkich zwyczajów związanych z obchodami przyjścia Chrystusa na świat.

 

 - Od V wieku źródła liturgiczne przekazują nam pierwszy formularz mszalny na Boże Narodzenie. Od połowy VI wieku Rzym zna już tradycję trzech Mszy św. tzn: Pasterkę, Mszę o świcie i Mszę w dzień. Formularze mszalne trzech Mszy zostały zaczerpnięte ze zwyczajów liturgii papieskiej. O północy papież udawał się do bazyliki dedykowanej macierzyństwu NMP (Santa Maria Maggiore). Istniała tam kaplica - replika groty betlejemskiej, dobudowana do bazyliki.

 

- 25 grudnia przypadało w kalendarzu rzymskim rocznicowe wspomnienie świętej męczennicy Anastazji, zamordowanej w czasie prześladowania Dioklecjana. Św. Anastazji dedykowana była bazylika u stóp Palatynu. Z tego właśnie względu papież celebrował tam w dzień Bożego Narodzenia swoją drugą Mszę św. z osobnym formularzem i to o treści bożonarodzeniowej.

 

- Msza św. celebrowana dziś jako trzecia jest historycznie związana z najstarszym formularzem, którego używał papież już od IV wieku bazylice św. Piotra, w bazylice św. Piotra, o zwykłej wówczas porze dnia, czyli o 9.00.

 

W tych trzech Mszach św. widziano również echo hołdu złożonego Chrystusowi przez pasterzy, aniołów i trzech króli, stąd zwano te formularze mszalne pasterskim, anielskim i królewskim.

 

Opłatek

 

Dzielenie się białym opłatkiem, przaśnym (niekwaszonym) chlebem, znane było od początków Kościoła. Zwyczaj ten nie miał jednak żadnego związku z czasem Bożego Narodzenia. Odnosił się bezpośrednio do Eucharystii. Znano zwyczaj błogosławienia chleba (w czasie Mszy i poza nią) i spożywania go jako rodzaju komunii duchowej. Te pobłogosławione chleby zwano eulogiami. Dzielono się nimi wyrażając wzajemną życzliwość i przynależność do tego samego Kościoła lokalnego. Przesyłali go sobie biskupi, a kapłani wiernym. Ta starożytna praktyka osłabła na skutek dekretów z IX wieku (synody karolińskie), które obawiały się zamazania w świadomości wiernych granicy między opłatkami konsekrowanymi a chlebem pobłogosławionym.
Najstarsza wzmianka źródłowa o dzieleniu się opłatkiem w polskich rodzinach pochodzi z końca XVIII wieku.

 

Kolęda

 

Dzisiaj słowo kolęda kojarzy się przede wszystkim z pieśniami o tematyce bożonarodzeniowej lub z odwiedzinami duszpasterskimi odbywanymi w tym okresie w polskich parafiach.

 

Sama nazwa „kolęda” wywodzi się z tradycji rzymskiej. Pierwszy dzień każdego miesiąca nosił nazwę „calendae”. Szczególnym znaczeniem obdarzano „calendae” styczniowe. Wiąże się to z faktem, że od 153 roku przed Chrystusem, 1 stycznia, konsulowie prawnie obejmowali swój urząd w całym imperium rzymskim. Później potwierdzono 1 stycznia jako początek roku administracyjnego. W Rzymie obchodzono to niezwykle uroczyście. Odwiedzano się wzajemnie, obdarowywano się podarkami, śpiewano okolicznościowe piosenki.

 

Wraz z przyjęciem chrześcijaństwa zwyczaje te zostały powiązane z czasem Bożego narodzenia. Sam termin „kolęda” w znaczeniu pieśni bożonarodzeniowej ustalił się dopiero w XVII wieku.

 

Ks. Antoni Cebula SDS

 

 

Szopki i obyczaje europejskie

 

Począwszy od średniowiecza Franciszkanie, Dominikanie i Klaryski popularyzowali sztukę budowania szopki w Hiszpanii, Portugalii, Prowansji, Szwajcarii, Austrii, Niemczech i Polsce — praktycznie w każdym zakątku Europy.

Przez długi czas, żłobek i sceny narodzin znajdowały się jedynie w murach kościołów europejskich. Z czasem wierni zapragnęli, by tak lubiane przez nich szopki znalazły się w ich własnych domach. Zaczęto tworzyć coraz to mniejsze figurki i tendencja ta przyczyniła się do powstania we Włoszech w okresie baroku ponad dwudziestu wspaniałych szkół budowania szopek. Najbardziej znana i uznawana jest oczywiście szkoła neapolitańska, niepokonana i bezkonkurencyjna ze względu na bogactwo postaci, fantazję w tworzeniu scen, przepych i staranność w tworzeniu figurek. W tym przypadku prosta szopka św. Franciszka przekształciła się w coś bardziej okazałego i pełnego przepychu — presepio. Wielkie dioramy (jak modele, makiety w skali) miasta na wzgórzu (najczęściej Neapolu) tworzone były przez najlepszych rzeźbiarzy, architektów, złotników i krawców epoki. Postaci miały ok. 20 cali wysokości, posiadały ruchome kończyny, twarze wykonane były z malowanej terakoty.

Odtwarzano postaci okolicznych wieśniaków, ubranych w stroje narodowe, nie zaś z Betlejem. Sceny obrazowały postaci, miejsca, zawody współczesne jej twórcom. Przedstawiano rzeźników, winiarzy, tkaczy, garncarzy, pasterzy, starców, dzieci i oczywiście anioły. Często obrazowano wspaniały orszak bogato odzianych dygnitarzy dosiadających wielbłądy, słonie, rumaki, poruszających się dostojnie, zabawianych przez grajków. Pomiędzy nimi przemykali się miejscowi złodziejaszkowie, pijacy i żebracy. Wprowadzenie na scenę postaci negatywnych dowodziło, że Chrystus narodził się by zbawić wszystkich ludzi, że przybył by nawrócić grzeszników i uchronić od wiecznego potępienia. W centrum każdej szopki /presepio/ była oczywiście Święta Rodzina i Dzieciątko Jezus.

Szopka /presepio/ stała się pasją bogatych rodzin. Wydawały one potężne sumy na budowanie i kolekcjonowanie scen narodzin Chrystusa. Po dziś pewne kolekcje figurek bożonarodzeniowych /jasełek/ noszą nazwy pochodzące od nazwisk rodzin, które nabyły bądź przechowywały je przez lata.

Na Boże Narodzenie ówcześni bogacze oraz notable przechadzali się od domu do domu, by podziwiać wspaniałe świąteczne inscenizacje, składające się niekiedy z setek figurek. Zajmowały one często całe pokoje lub piętra domu. Jedną z takich wielkich kolekcji była szopka Króla Karola III, składała się z 5.950 elementów. Z czasem jednak te olbrzymie inscenizacje podzielono na kilka mniejszych, część elementów uległa zniszczeniu. Do dziś niestety nie zachowała się żadna tak duża kompletna kolekcja z tamtych czasów. Przed końcem XIX w. tradycja budowania wielkich inscenizacji świątecznych nieco podupadła. Dzisiaj istnieje zaledwie kilka tak licznych i bogatych kolekcji.

We Włoszech budowanie szopki nie ograniczyło się jedynie do wspaniałych bogatych presepio. Na południu kraju tworzy się ponadto tzw. santon z terakoty. Prawie każda południowowłoska rodzina może poszczycić się kolekcją, gdzie sceny, postaci, kostiumy nawiązują do lokalnego kolorytu włoskiego. Na ogół santon są figurami z pomalowanej terakoty, robione są przez całe rodziny lub rzemieślników, którzy parają się tym od wielu pokoleń. Także na południu Francji tworzy się podobne santon. I tak jak we Włoszech, francuskie santon przejęły lokalny koloryt: francuskie kostiumy z epoki /santon habille/ oraz sposób wykonania — z gliny /santon d`argile/.

Z alpejskiego regionu Włoch, Bawarii, Austrii i Szwajcarii pochodzą pięknie rzeźbione i malowane drewniane figurki jasełkowe. Niemieckie szopki, często zwane krippen mogą być wykonane wieloma technikami: mogą być odlewami z metalu, z gipsu, który następnie malowano lub być tworzone z malowanego kartonu, z gliny czy drewna. Każdego roku, obok bożonarodzeniowego drzewka rozkwitają na nowo barwne świąteczne inscenizacje.

W wielu rodzinach niemieckich, tyrolskich i austriackich co roku tworzy się wielowarstwowe drewniane budowle tzw. drewniane wieże, przystrojone maleńkimi figurkami, które obracają się w blasku zapalonych świec. Te urocze kompozycje zwane są piramidami.

Dzisiaj, szopki tworzone są prawie we wszystkich krajach europejskich. Z Węgier na przykład pochodzą niezwykłe filcowe figurki i technika budowania szopek zwana przędzeniem słomy. W Irlandii szopki budowano z czarnego torfu. Natomiast trudno jest znaleźć szopkę z Rosji. Łatwo znaleźć jest wspaniałe ikony przedstawiające Madonnę z Dzieciątkiem. Rzeźby i szopki nie są częścią tradycji rosyjskiego kościoła prawosławnego.

Ciekawostką jest zwyczaj budowania maleńkich szopek przez niektóre zakony europejskie. Dzieciątko Jezus, na ogół samotne, złożone jest kolebce, która w odróżnieniu od skromnego żłóbka z Betlejem, jest bardzo ozdobna. Dzieciątko otulone jest bogato haftowanym przykryciem i śpi w pięknym łóżeczku. Na Sycylii scenka ta wykonana jest często z ręcznie ugniatanych kolorowych kawałków wosku, z którego ukształtowano postać Jezusa, kwiaty i inne elementy sceny.

Istnieje nadal wiele zwyczajów, które uświetniają czas Bożego Narodzenia, a zrodziły się wiele lat temu. W Niemczech był obyczaj , który przetrwał przez wiele lat, zwany kołysaniem kołyski. Figurka Dzieciątka Jezus spoczywa w kołysce z ozdobnie rzeźbionego drzewa, jest ono delikatnie kołysane i śpiewa mu się specjalnie napisane kołysanki. Obyczaj ten przetrwał do dziś w postaci śpiewania kolęd.

W wioskach alpejskich narciarze często otwierają pasterkę uroczystą procesją z pochodniami wzdłuż stoku. Niosą ze sobą figurę Dzieciątka Jezus. Niosą w ciemną noc Światłość Świata. W wielu francuskich kościołach co roku odgrywa się piękną scenę: pasterz w stroju francuskiego chłopa przybywa na małej, wypełnionej sianem, furmance ciągniętej przez barana. Na wozie znajduje się figurka jagnięcia — symbol Baranka Bożego i mała figurka Dzieciątka Jezus. O północy, przy śpiewie chóru, wnosi on figurę do zainscenizowanej przy bożonarodzeniowym ołtarzu stajenki i kładzie dziecię do żłobka.

Z okresem bożonarodzeniowym związany jest obyczaj organizowania jarmarków.

W Marsylii i innych miastach Francji powstają wielkie jarmarki, gdzie sprzedaje się santon. W Rzymie i starym Neapolu na ulicy San Gregorio Armeno, obok Placu San Gaetano ustawiają się stragany sprzedające santon włoskie. W całej Austrii i Niemczech, powstają ogromne i niezwykłe bazary zwane Chriskindlemarkt, gdzie przy wtórze muzyki, sprzedaje się świąteczne figurki. Odwiedzają je całe rodziny, szukają nowych postaci i elementów do domowej szopki lub prezentu do kolekcji przyjaciół. Takie bożonarodzeniowe kolekcje powstają przez pokolenia. Tworzenie ich jest ważną tradycją rodzinną.

opr. MK/PO

 

Czas  Adwentu   

Dnia 2 grudnia rozpoczynamy Adwent - wyjątkowy czas dla chrześcijan.


Słowo adwent pochodzi od łacińskiego "adventus" i oznacza przyjście, oczekiwanie. Dla starożytnych rzymian słowo to oznaczało oficjalny przyjazd cezara. W chrześcijaństwie terminem tym określa się radosny czas przygotowania do Narodzenia Pańskiego, w którym wspomina się pierwsze przyjście Jezusa i jednocześnie oczekuje się Jego ponownego  przyjścia na ziemię.


Pierwsze ślady obchodzenia adwentu spotykamy już w IV w. /między innymi

w liturgii galijskiej i hiszpańskiej/.


Adwent obejmuje 4 kolejne niedziele, począwszy od pierwszej niedzieli po uroczystości Chrystusa Króla, do pierwszych nieszporów Bożego Narodzenia.


Teksty liturgiczne tego okresu:

 

-  ukazują postacie świętych, którzy poprzedzili lub przepowiadali przyjście Mesjasza, a więc: Najświętszą Maryję Pannę, św. Jana Chrzciciela, proroka Izajasza,

 

- wspominają dawne oczekiwanie narodu wybranego na przyjście obiecywanego Zbawiciela od chwili, gdy Bóg po grzechu pierworodnym dał obietnicę pojednania (Rdz 3, 15),

 

- są wyrazem tęsknoty całej ludzkości, jej podświadomego oczekiwania - jak świadczą różne tradycje i wierzenia - na nadejście czegoś nowego, lepszego.


W Kościele Adwent przygotowuje wiernych na święta Bożego Narodzenia. Bóg stał się człowiekiem, przyszedł do nas, a więc i my winniśmy wyjść Bogu naprzeciw i dążyć do spotkania z Odwieczną Prawdą. To spotkanie dokonuje się w sposób szczególny poprzez uważne słuchanie Słowa Bożego, udział w rekolekcjach adwentowych, dobrze przeżyty Sakrament pojednania. Służy temu spotkaniu również wyciszenie serca, oddalenie od siebie bełkotu „krzykliwych” mediów, pełnej „szatańskiego” ducha współczesnej głośnej muzyki, niepotrzebnych rozmów. Oczywiście konieczna jest też silna wola i skierowanie wzroku ku Niebu…


Adwent przypomina nam , że całe nasze życie jest czekaniem. Zawsze do czegoś dążymy. Człowiek, który w życiu już na nic nie czeka jest nieszczęśliwy. Nasze życie staje się piękne dlatego, że jest czekaniem, jest dążeniem do czegoś, czekaniem na Kogoś. Szczególnie pięknym życie staje się wówczas, gdy potrafimy czekać na  przyjście... Boga.


 

 


Zwyczaje adwentowe


 

Roraty

 

Roraty to Msza święta odprawiana ku czci Najświętszej Maryi Panny przez cały adwent w dni powszednie. Nazwa ta pochodzi od słów pieśni na wejście: "Rorate caeli desuper" - "Spuśćcie rosę niebiosa". Zbawiciel jest tu porównany do rosy.  Najstarsze ślady odprawianej w Polsce Mszy świętej roratniej sięgają XII w. W wieku XVI roraty były już znane w całej Polsce.
W czasie Rorat pali się przy ołtarzu dodatkowa ozdobna świeca. Świeca ta symbolizuje Najświętszą Maryję Pannę, Matkę Zbawiciela.

 


 

Świeca roratnia

 

Biała świeca ozdobiona białą lub niebieską wstążką, zapalana w czasie Mszy świętej roratniej. Jest symbolem Maryi, która podobnie jak jutrzenka wyprzedza wschód słońca, tak Ona poprzedziła przyjście Jezusa.


 

Wieniec adwentowy

 

Ten niemiecki zwyczaj znany jest w Polsce od ponad 160 lat. Na zielonym wieńcu umieszcza się cztery świece, które zapala się kolejno w następujące po sobie niedziele Adwentu.
Wieniec adwentowy posiada bogatą symbolikę: światło, zieleń i krąg, które oznaczają wspólnotę oczekującą w miłości i radości na przyjście Pana. W Wigilię Bożego Narodzenia cztery palące się świece oznajmiają przyjście Jezusa który jest światłością świata.

 

 
Głębia adwentowego oczekiwania
 
 Są w życiu chwile szczególniejszej zadumy, zmuszającej człowieka do przewartościowania dotychczasowej postawy wobec własnych przeżyć i zjawisk, z jakimi spotyka się na co dzień. Człowiek w takiej chwili uświadamia sobie prawdę o sobie samym. Odczuwa przejmujące osamotnienie, przeżywa niepewność swojej egzystencji, a równocześnie wielkie pragnienie wieczystego trwania.
 
Takie odczucia powodują ogólne przygnębienie. Człowiekowi wydaje się, że jego dotychczasowe życie jest przegrane, że wszystkie światła nadziei pogasły, że stanął w martwym punkcie.
 
Coroczny okres Adwentu ma na nowo ożywić naszą świadomość myślą o prawdziwym kształcie świata i właściwych, rzeczywistych wymiarach życia każdego z nas. U progu nowego Roku Kościelnego mamy sobie przypomnieć podstawowe zasady, w obrębie których toczy się historia świata i dokonuje się proces naszego życia. Nie jest więc Adwent wspomnieniem czy pamiątkowym obchodem minionego czasu, czy jakąś rocznicą wydarzeń związanych z dawno zgasłymi pokoleniami.
 
Adwent oznacza aktualną, więc dzisiejszą, w pewien sposób przyczynowo z dniem wczorajszym i jutrzejszym związaną rzeczywistość. Przyjęcie prawdy ewangelicznej i autentyczne przejęcie się nią ułatwia w znacznym stopniu zanurzenie się myślą w adwentową rzeczywistość. Adwent ma nam pomóc zrozumieć coś więcej z zagadkowości świata i wyciągnąć wnioski z utajonych w świecie i ludziach zamysłów Chrystusa Pana, Boga-Człowieka, który woła do nas na rozpoczęcie Adwentu: "Czuwajcie więc, bo nie wiecie, w którym dniu Pan wasz przyjdzie... Dlatego bądźcie gotowi, bo w chwili, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie" (Mt 24,42.44).
 
Słowa Chrystusa brzmią równocześnie jak alarm i pobudka, upomnienie i zachęta, zależnie od usposobienia tych, którzy je przyjmują. Znaczenie adwentowego wołania Chrystusa jest dla nas rozstrzygające. Przyjęte - decyduje o naszej właściwej postawie wobec świata i życia.
 
Przeżywając Adwent, zastanawiając się nad wielką przemianą swego serca, myślimy też o dniu kończącym istnienie starego świata i początku nowego, określanego słowem: Paruzja. Cały wysiłek Kościoła zmierza do tego, by dzień ten nie wypadł przerażająco, żeby całą ludzkość doprowadzić do kresu - z nadzieją, że w każdym z nas urzeczywistnił się Boży plan zbawienia. Nad pracą całego Kościoła rozpościera się blask dnia ostatecznego, na który pragnie godnie przygotować swych wyznawców.
 
Paruzja mówi nam, że Kościół jest w drodze, że Chrystus jeszcze go doskonali. Paruzja koryguje nasze pojęcie świata. Będzie ona bowiem bramą do "nowych niebios i nowej ziemi". Naszym obowiązkiem jest wprowadzanie w świat przemieniających sił królestwa Bożego, tzn. zbawczej obecności Chrystusa w świecie. Możemy to uczynić przez należyte spełnianie obowiązków swego stanu i zawodu, w konkretnej rzeczywistości życiowej.
 
Chrystus przychodzi już teraz, jest On jakby za kurtyną świata, gotowy w każdej chwili przybyć w majestacie. My już żyjemy w Paruzji, najsilniej przeżywając ją w Eucharystii, gdzie śmierć Pańska i Paruzja są połączone pomostem naszej wiary.
 
Adwent trwa. Pan już nadchodzi, podąża nieustannie w naszą stronę, bez przerwy pochyla się nad nami, idzie z miłością i przebaczeniem. To Jego wędrowanie do człowieka skończy się z chwilą, gdy ostatni z żyjących na ziemi zostanie przebóstwio-ny na wzór Jezusa Chrystusa i dozna zbawienia, gdy cały świat mocą Bożą zostanie uwolniony od zła, niepokoju i śmierci.
 
Gdy Bóg przyszedł na świat, nawet naród wybrany, który w imieniu całej ludzkości miał przyjąć Mesjasza-Wybawiciela, nie rozpoznał dnia Jego przyjścia. Wówczas izraelscy przywódcy duchowi skazali na śmierć Tego, na którego tyle wieków czekali, o którego się modlili i który miał być ich największym szczęściem. Nie rozpoznali czasu nawiedzenia, nie poznali swego Zbawcy. Także Apostołowie długo nie mogli zrozumieć idei zbawienia, wolności, Królestwa Bożego. Minęło ponad dwadzieścia stuleci od spełnienia się danej przez Boga obietnicy zbawienia, a mimo to nam, żyjącym współcześnie, też zdarza się jej nie rozumieć.
 
Chrystus, który przyszedł i pozostał z nami, raz jeszcze przyjdzie na ziemię w pełni chwały. Nie oznacza to, że przyjdzie z zaświatów. Paruzja będzie jedynie objawieniem tej obecności, która stała się faktem przed dwoma tysiącami lat w Betlejem, obecności trwającej nieustannie. Musimy być zawsze przygotowani na przyjście Pana w chwale i w majestacie.
 
Wciąż oczekujemy przyjścia Pana. Obecny czas jest jeszcze może bardziej tragiczny niż kiedyś. Świat cierpi i jest chory, oczekuje wybawienia. Obserwujemy ostry kryzys spraw ludzkich, zamieszanie w sferze wartości, dewaluację człowieka, poczucie bezsensu życia, trwogę o przyszłość. Taki świat potrzebuje pomocy, więc woła w adwentowy czas: Przyjdź Panie i ratuj nas! Czuwajmy więc, aby Go dostrzec i przyjąć, by móc z radością świętować pamiątkę Jego Narodzin.
 
Jan Uryga
 
Biblia o kontaktach z duchami
 
Objawienie biblijne potwierdza możliwość pojawiania się dusz (lub duchów) zmarłych – żywym.
 
 Biblia opowiada o Królu Saulu, który w obliczu czekającej go bitwy ze znacznie potężniejszymi Filistynami "radził się (...) Pana, lecz Pan mu nie odpowiadał ani przez sny, ani przez urim (dosł. «światło i doskonałość» – święte losy, przechowywane w pektorale arcykapłana, por. Wj 28,15-30), ani przez proroków. Zwrócił się więc Saul do swych sług: «Poszukajcie mi kobiety wywołującej duchy, chciałbym pójść i jej się poradzić»". Obrzęd wywołania ducha nie jest więc dostępny każdemu człowiekowi, lecz może nim kierować jedynie "specjalna" osoba. Działanie Saula było wbrew prawodawstwu Mojżesza, które zabraniało wywoływania zmarłych. Słudzy odpowiedzieli mu: "Jest w Endor kobieta, która wywołuje duchy" (1 Sm 28,6-7). Gdy wróżka z Endor wywołała ducha, Saul nie widział go. Pytał niecierpliwie kobietę: "Co widzisz?" Biblia opowiada dalej: "Kobieta odpowiedziała Saulowi: «Widzę istotę  pozaziemską, wyłaniającą się z ziemi». Król zapytał: «Jak wygląda?» Odpowiedziała: «Wychodzi starzec, a jest on okryty płaszczem». Saul poznał, że to Samuel, i upadł przed nim twarzą na ziemię, i oddał mu pokłon. Samuel rzekł do Saula: «Dlaczego nie dajesz mi spokoju i wywołujesz mnie?» Saul odrzekł: «Znajduję się w wielkim ucisku, bo Filistyni walczą ze mną, a Bóg mię opuścił i nie daje mi odpowiedzi ani przez proroków, ani przez sen; dlatego ciebie wezwałem, abyś mi wskazał, jak mam postąpić» (1 Sm 28,13-15). Praktyki Saula zostały zdecydowanie potępione. Przegrana bitwa z Filistynami, śmierć jego i jego synów oraz przejęcie władzy królewskiej przez Dawida tłumaczono jako karę za niewierności, "które popełnił wobec Pana, przeciw Słowu Pańskiemu, którego nie strzegł. Zasięgał on nawet rady u wróżbiarki, a nie radził się Pana" (1 Krn 10,13-14).
 
Innym biblijnym przykładem na pojawienie się istot zmarłych jest Przemienienie Jezusa na Górze Tabor: "Tam przemienił się wobec nich: twarz Jego zajaśniała jak słońce, odzienie zaś stało się białe jak światło. A oto im się ukazali Mojżesz i Eliasz, którzy rozmawiali z Nim" (Mt 17,2-3). Jeżeli Mojżesz i Eliasz nie żyli już od kilku wieków, to w takim razie Apostołom mogły się ukazać tylko duchy tych patriarchów pod ludzkimi postaciami. Chrystus celowo objawił chwałę oczekujących swego zmartwychwstania, aby pouczyć, że jest także Panem "tamtego świata."
 
Chrystus w przypowieści o bogaczu i Łazarzu mówi o bezskuteczności ingerencji świata umarłych w świat żywych. "Umarł żebrak, i aniołowie zanieśli go na łono Abrahama. Umarł także bogacz i został pogrzebany". Bogacz, "pogrążony w mękach, podniósł oczy, ujrzał z daleka Abrahama i Łazarza na jego łonie". Gdy prośba o ulżenie mu w jego osobistych mękach okazała się bezskuteczna, bogacz zwrócił się do Abrahama z prośbą dotyczącą żywych: "Proszę cię więc, ojcze, poślij go (Łazarza) do domu mego ojca! Mam bowiem pięciu braci: niech ich przestrzeże, żeby i oni nie przyszli na to miejsce męki". Odpowiedź Abrahama była jednoznaczna: "Mają Mojżesza i Proroków, niechże ich słuchają!" Bogacz jednak nadal nalegał: "Nie, ojcze Abrahamie(...), lecz gdyby kto z umarłych poszedł do nich, to się nawrócą". Prośba o ukazanie się umarłego żyjącym, nawet w celu ich nawrócenia, została odrzucona, gdyż "jeśli Mojżesza i Proroków nie słuchają, to choćby kto z umarłych powstał, nie uwierzą" (zob. Łk 16,19-31).
 
Pouczając naród wybrany, na temat potępionych kultów, Biblia uczy: "Nie znajdzie się pośród ciebie nikt, kto by (...) pytał duchów i widma, zwracał się do umarłych. Obrzydliwy jest bowiem dla Pana każdy, kto to czyni" (Pwt 18,10-12). Przewidziano także surowe kary dla łamiących ów zakaz: "Jeżeli jaki mężczyzna albo jaka kobieta będą wywoływać duchy albo wróżyć, będą ukarani śmiercią. Kamieniami zabijecie ich. Sami ściągnęli śmierć na siebie" (Kpł 20,27).
 
Biblia dowodzi, że duchy ludzi zmarłych mogą w szczególnych przypadkach objawiać się żyjącym.
 
Jednakże Kościół Katolicki, zgodnie z nauką Pisma Świętego, jednoznacznie potępia spirytyzm. Najstarszy, znany dziś, dokument Kościoła na ten temat pochodzi od papieża Aleksandra IV, z 1258. r. Św. Tomasz z Akwinu podjął w "Sumie teologicznej" zagadnienie pojawiania się zmarłych ludziom żyjącym. Jego zdaniem jest to możliwe dzięki szczególnemu zezwoleniu Boga i dokonuje się przez działanie bądź aniołów lub demonów, bądź przez same dusze, które objawiają się w ciałach pozornych. Pisał on: "Dusze zmarłych mogą się troszczyć o sprawy żyjących, chociaż nie znają ich stanu, podobnie jak my troszczymy się o zmarłych, spiesząc im z pomocą, chociaż nie znamy ich stanu. Mogą też one znać sprawy żyjących nie przez siebie, ale przez dusze tych, co stąd do nich przychodzą, albo też przez aniołów lub szatanów, czy też przez objawienie Ducha Bożego" (Suma teologiczna, I, 89,8). Akwinata słusznie uzasadniał, że dusza ludzka jest bytem niematerialnym, zatem po śmierci nie może się ukazać w sposób widzialny. A więc człowiek żyjący może jedynie ujrzeć nie tyle ducha, ile skutek jego działania właśnie w formie ciała pozornego. Nie wyjaśniał jednak bliżej czym jest owo ciało pozorne. Według współczesnych teologów ciało pozorne, pod którym byt duchowy pojawia się ludzkim zmysłom, jest skutkiem jego oddziaływania na ludzką wyobraźnię, w której wytwarza "obraz" samego siebie. "Obraz" ten nasza świadomość projektuje na zewnątrz, wskutek czego możemy widzieć tę osobę w rzeczywistości. Jest to widzenie rzeczywiste, tylko inne niż optyczne.
 
Podobne wyjaśnienie "widzenia" umarłych przedstawiła mistyczka Stefania Horak. Opisuje ona wizje świętych, którzy się jej objawiali w sposób zmysłowy. Jedną z nich, św. Magdalenę Zofię Barat (1779-1865), zapytała, jak się to dzieje, że będąc istotą duchową, objawia się jej tak realnie. Otrzymała odpowied?: "Mogłaś była tylko słyszeć mój głos. Mogłam była przychodzić do ciebie we śnie, jak to nieraz czynię, albo mogłam ci była tylko dyktować zlecenie. Pan Jezus jednak pozwolił mi przychodzić do ciebie tak, jak mnie widzisz. Abyś mnie mogła rozeznać zmysłami. Chwytam w powietrzu atomy materii, potrzebne do utworzenia mego kształtu, a potem – gdy odchodzę – rozpraszam je na powrót. Mogłabym ci się pokazać małym dzieckiem, młodą dziewczynką, dorosłą lub staruszką. Nam wszystko z woli Boga możliwe. Ani czas, ani przestrzeń dla nas nie istnieją" (S. Horak, Święta Pani, Warszawa 1939, s. 96).
 
Od połowy XIX wieku Kościół potępił "spirytyzm nowożytny", gdyż – jak to wyjaśniał Katechizm Piusa X – jest on "zabobonem", a "często nie jest wolny od interwencji diabelskiej". Ze zmarłymi może być tylko łączność modlitewna – "wzajemne udzielanie sobie dóbr duchowych", przypomina także II Sobór Watykański. Ponadto komisja doktrynalna Soboru wyraźnie zabroniła "prowokowania za pomocą ludzkich środków doświadczalnego kontaktu z duchami lub duszami ludzi zmarłych w celu otrzymania od nich informacji" (LG,49).
 
Analogiczne stanowisko zajmuje większość teologów protestanckich, chociaż ich stosunek do mediumizmu psychicznego jest bardziej liberalny niż w Kościele Katolickim. Znane są przypadki udziału pastorów nie tylko w badaniach tych zjawisk, lecz również w ruchu spirytystycznym.
 
Zdecydowanie przeciw praktykom spirytystycznym wypowiadają się przedstawiciele Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego, Zielonoświątkowcy, Świadkowie Jehowy, opierając swe poglądy na Biblii. J. Decaris, adwentysta, pisze: "Skąd bierze się w czasie seansu głos podobny do głosu naszych zmarłych oraz kto odpowiada na pytania, które zadajemy? Odpowiedź jest prosta. U podstaw tych wszystkich zjawisk znajdujemy wielkiego mistyfikatora, tego, który – poczynając od raju – maskuje się, żeby zwodzić człowieka. W spirytyzmie przybiera on postać ukochanych zmarłych, imituje ich głos, gesty, pismo itp."
 
Dalekowschodnie religie traktują zjawiska spirytystyczne jako przejawy działalności demonów, rzadziej jako uświadamianie sobie poprzednich wcieleń. Buddyzm, odrzucając możliwość istnienia duszy po śmierci – pojmowanej jako indywidualna osobowość – tym samym wyklucza możliwość kontaktu z duszami.
 
Nowy Katechizm Kościoła Katolickiego przypomina wierzącym: "Należy odrzucić wszystkie formy wróżbiarstwa: odwoływanie się do Szatana lub demonów, przywoływanie zmarłych lub inne praktyki mające rzekomo odsłaniać przyszłość" (p. 2116). "Spirytyzm często pociąga za sobą praktyki wróżbiarskie lub magiczne. Dlatego Kościół upomina wiernych, by wystrzegali się ich" (p. 2117).
 
ks. Andrzej Zwoliński

Święto Odzyskania Niepodległości

"Katyń Pamiętajmy – Uczcijmy Pamięć Bohaterów"

Polsce potrzebna jest pamięć o tych, którzy o nią walczyli, bo Polska odrodziła się z walki w roku 1918, obroniła swoją niepodległość w roku 1920, walczyła w latach 1939-45 w II wojnie światowej, a naród polski stawiał opór komunizmowi przez prawie 45 lat jego rządów. I to z walki, prowadzonej w różnych formach, zbrojnej i pokojowej, zrodziła się wolna Polska – mówił Prezydent Lech Kaczyński podczas ceremonii "Katyń Pamiętajmy – Uczcijmy Pamięć Bohaterów", obchodzonej w dniach 9-10 listopada. 

Podczas uroczystości prezydent Lech Kaczyński awansował pośmiertnie poległych żołnierzy, których nazwiska znajdą się wśród tysięcy odczytywanych nazwisk ofiar Katynia. W trakcie trwania uroczystości zostały odczytane nazwiska ok. 14 tys. awansowanych oficerów. Wśród nich było około 8 tys. żołnierzy, ponad 5 tys. funkcjonariuszy Policji Państwowej, 30 funkcjonariuszy Straży Granicznej i ok. 400 funkcjonariuszy Służby Więziennej. Czytanie nazwisk rozpoczął w piątek i zakończył w sobotę 10 listopada Prezydent Lech Kaczyński.

Przyg. na podstawie Wikinews

Różaniec

„Jak paciorki różańca przesuwają się chwile,
Nasze smutki, radości i blaski.
A ty Bogu je zanieś, połączone w różaniec,
Święta Panno Maryjo, pełna łaski!”

 
Odmawiajcie różaniec
 
 W 1571 roku Turcy szykowali się do podboju chrześcijańskiej Europy. Dnia 7 pażdziernika pod Lepanto spotkały się flota Świętej Ligi z potężną flotą turecką. W tym samym czasie na Lateranie papież Pius V odmawiał różaniec. Cała ówczesna chrześcijańska Europa modliła się razem z papieżem o wielki cud i Boży ratunek za przyczyną Matki Bożej. Prośby zostały wysłuchane, a papież Pius V przypisał je modlitwie różańcowej. Dzień tego zwycięstwa – 7 października – polecił później obchodzić jako święto Matki Bożej Różańcowej.
 
Modlitwa różańcowa ma jeszcze dawniejsze korzenie. Modlitwę tę odmawiano już w XII wieku. Zakonnikom nie umiejącym czytać zastępowała ona odmawianie psalmów. Dwa wieki później, kartuz ojciec Enrico di Kalkar podzielił 150 Zdrowaś Maryjo (liczba ta wzięła się od 150 Psalmów) na 15 dziesiątek, dodając do każdej Ojcze nasz. W XV wieku natomiast połączono odmawianie różańca z medytacją tajemnic z życia Pana Jezusa, wtedy też podzielono tę modlitwę na trzy części.
 
Papież Leon XIII w 1885 roku zalecił wspólnotowe odmawianie różańca świętego w miesiącu październiku. Do Litanii Loretańskiej włączył także wezwanie Królowo Różańca Świętego – módl się za nami. Bardzo cenili sobie tę maryjną modlitwę kolejni papieże, przede wszystkim Jan XXIII, Paweł VI i Jan Paweł II,  który podkreślał, że „różaniec, mimo maryjnego charakteru, powinien przybliżać nam Chrystusa”.
 
Niektórzy teolodzy twierdzą nawet, że różaniec jest streszczeniem Ewangelii. Ojciec Święty Jan Paweł II, dnia 16 października 2002 roku jakby „uzupełnił” historię Dobrej Nowiny w odmawianiu różańca i dodał IV część o życiu i działalności Jezusa Chrystusa na ziemi. Wydany został List Apostolski  Jana Pawła II „Rosarium  Virginis  Mariae”  („Różaniec Najświętszej Maryi Panny”). Ojciec Święty Jan Paweł II uzupełnił różaniec o tajemnice dotyczące publicznej działalności Pana Jezusa. Nazwał je Tajemnicami Światła. Jezus Chrystus mówił: „Jak długo jestem na świecie, jestem światłością świata” (por. J 9,5). Tajemnice Światła są następujące: Chrzest Jezusa w Jordanie, Objawienie na weselu w Kanie, Głoszenie Królestwa Bożego i wezwanie do nawrócenia, Przemienienie na górze Tabor i Ustanowienie Eucharystii.
 
Zmieniono także porządek odmawiania poszczególnych tajemnic. Tajemnice radosne odmawiamy w poniedziałki i soboty; tajemnice bolesne we wtorki i piątki, tajemnice  chwalebne w środy i niedziele, natomiast tajemnice światła rozważamy w czwartki. Sługa Boży Jan Paweł II, okres od października 2002 do października 2003 roku ogłosił także „Rokiem Różańca Świętego”.
 
W dwóch ostatnich wiekach, kiedy objawiała się Matka Boża, czy to w Lourdes czy w Fatimie, zawsze wzywała do modlitwy różańcowej. Ojciec Święty Jan Paweł II, który tak bezgranicznie ukochał modlitwę różańcową i Maryję, który Matce Bożej zawdzięczał  ocalenie życia z 13 maja 1981 roku, nieustannie wzywał nas byśmy odmawiali różaniec, szczególnie w intencjach pokoju na świecie. Także i dzisiaj echo tamtego papieskiego wołania da się słyszeć w naszych uszach - nie pozostawajmy zatem obojętni, odmawiajmy różaniec, szczególnie w miesiącu październiku!
 
Różaniec ma przeogromną moc. Maryja w Lourdes i Fatimie wzywała nas do jego odmawiania, bo ta modlitwa i dzisiaj może odmienić dzieje świata i losy każdego człowieka. Z pewnością nie możemy nawet wyobrazić sobie, jak miliony wiernych odmawiających różaniec zmieniły oblicze współczesnego świata. Różaniec może także odmienić nasze życie społeczne, osobiste, małżeńskie i rodzinne, zawsze wtedy, kiedy jesteśmy w potrzebie. Dzięki tej modlitwie możemy stawać się coraz lepszymi, odważnie i radośnie iść przez życie i bardziej zbliżać się do Boga przez Jego Matkę. Wielki Prymas Tysiąclecia tak pisał: "Różaniec to łańcuch bezpieczeństwa na stromej skale szczytów górskich. Nie wolno się zatrzymywać na żadnej tajemnicy. Trzeba iść dalej. Bo pełnia życia jest u szczytu..." (Ks. Stefan Kard. Wyszyński).
 
Nawet wyobrazić sobie nie możemy, jak wielkie łaski spływają przez tę modlitwę na nas samych i na cały świat. Dzięki niej, nasza Pośredniczka - Maryja może nam wyprosić u Boga wiele łask – trzeba tylko ufnie się modlić.
 
Módlmy się o pokój na świecie, za naszą Ojczyznę, która jest w potrzebie, za pojednanie, pokój, ład społeczny i zgodę w narodzie, za Prezydenta Najjaśniejszej Rzeczypospolitej i za nasz polski Rząd. Maryjo przywróć nam nadzieję, dodaj sił, otuchy i weź w opiekę naród cały...
 
O, błogosławiony różańcu Maryi,
słodki łańcuchu, który łączysz nas z Bogiem;
więzi miłości, która nas jednoczysz z aniołami;
wieżo ocalenia od napaści piekła;
bezpieczny porcie w morskiej katastrofie!
Nigdy cię już nie porzucimy.
Będziesz nam pociechą w godzinie konania.
Tobie ostatni pocałunek gasnącego życia.
A ostatnim akcentem naszych warg
będzie Twoje słodkie imię,
o Królowo Różańca z Pompei,
o Matko nasza droga,
o Ucieczko grzeszników,
o Władczyni,
Pocieszycielko strapionych.
Bądź wszędzie błogosławiona,
dziś i zawsze, na ziemi i w niebie”.
(Bł. Bartłomiej Longo, apostoł różańca)
 

o. Dariusz W. Andrzejewski CSSp
z Montrealu w Kanadzie

Galerie

Odpust w Rozpłuciu Grab. - 22.06.2008 r.
W niedzielę 22.06.2008 r. w kaplicy w Rozpłuciu Grab. przeżywaliśmy uroczystości odpustowe ku czci św. Jana Chrzciciela . Sumę odpustową o godz. 10.15 odprawił w intencji parafian , gości ,+ Ks. Jana Chudzika oraz Ks.Prał. Władysława Zakrzewskiego z racji Imienin i wygłosił homilię J.E.Ks.Arcyb Stanisław Wielgus . po Mszy św. w Rozpłuciu Ks.Arcyb. odwiedził Kościół parafialny w Rogóźnie oraz bibliotekę i izbę pamięci Ks.Kan Jana Chudzika .
Odpust św. Wawrzyńca w Rogóźnie 10.08.2008 r.
Sumę Odpustową o godz. 12.00 odprawił i wygłosił homilię J.E.Ks.Bp Ryszard Karpiński . Tego dnia odbywała się po raz czwarty akcja ,, Ratujmy życie " i loteria fantowa - główna wygrana to wyjazd do Brukseli . W czasie uroczystości wystąpił zespół muzyczny z Lublina i na organach grał p. Stanisław Kowalczyk z Łodzi . W czasie Mszy św. Ks.Bp poświęcił medalion Jana - Pawła II , ofiarowany przez rodzinę p. Kijewskich z Lublina i nowy klęcznik .
06.07.2008 r.
W niedzielę 6 lipca o godz. 17.00 w Kościele parafialnym w Rogóźnie , Ks. Arcybiskup Józef Życiński sprawołał Eucharystię z kapłanami obchodzącymi jubileusz 25 - lecia . W czasie Eucharystii , Ks. Arcybiskup poświęcił Organy Piszczałkowe - 26 głosowe i 4 witraże .